Są takie miejsca, w których historia nie została zamknięta w muzealnej gablocie. Nadal działa, pracuje i ma swój rytm. Jednym z nich jest Ballyartella Woollen Mills w hrabstwie Tipperary, gdzie od ponad 130 lat działa rodzinna manufaktura John Hanly.
To właśnie stamtąd pochodzą szale, koce i tkaniny, które trafiają do Tartan i Wełna. I choć dzisiaj wzory są bardziej różnorodne, a oferta znacznie szersza niż na początku działalności, jedno pozostało niezmienne: praca z naturalnymi włóknami i przywiązanie do rzemiosła.
Wszystko zaczęło się w 1893 roku
Historia John Hanly & Co. rozpoczęła się w 1893 roku, kiedy Denis Hanly wraz z synem Johnem założyli młyn wełniany w Ballyartella, niedaleko Nenagh w hrabstwie Tipperary.
Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo. Młyn znajdował się nad rzeką Nenagh, której woda mogła napędzać znajdujące się w nim urządzenia. Początkowo była to dawna fabryka mąki, którą przystosowano do produkcji wełnianej.
W tamtym czasie działalność wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Lokalni rolnicy dostarczali do młyna wełnę, która była następnie czesana, przędzona i tkana. Powstawały przede wszystkim koce oraz flanela.
Cały proces odbywał się w jednym miejscu.

Od lokalnego młyna do rynku zagranicznego
Z czasem działalność zaczęła wychodzić poza Irlandię. Już na początku XX wieku produkty i tkaniny John Hanly trafiały do Wielkiej Brytanii, a później firma rozwijała eksport również na inne rynki europejskie.
To ciekawy fragment historii, bo pokazuje, że manufaktura od początku nie była wyłącznie małym lokalnym zakładem. Równocześnie jednak jej charakter pozostał rodzinny.
Kolejne pokolenia Hanly przejmowały odpowiedzialność za młyn i rozwijały go zgodnie z czasami, w których przyszło im pracować.
Młyn, który przetrwał trudne czasy
Historia manufaktury nie była oczywiście nieprzerwaną opowieścią o spokojnym rozwoju.
W 1938 roku tradycyjne koło wodne zostało zastąpione turbiną wodną. Co ciekawe, ta sama turbina nadal znajduje się w młynie i produkuje energię z rzeki Nenagh. John Hanly podaje, że obecnie cała energia elektryczna wykorzystywana przez manufakturę pochodzi ze źródeł odnawialnych.
Kilka lat później, w czasie II wojny światowej, rodzinny zakład musiał mierzyć się z niedoborem surowców.
A w 1952 roku wydarzyło się coś jeszcze trudniejszego – pożar zniszczył znaczną część młyna oraz sąsiadujący z nim rodzinny dom. Budynek, który wcześniej miał sześć kondygnacji, został zmniejszony do dwóch. Po pożarze firma zrezygnowała ze spinningu i wykańczania tkanin, koncentrując się przede wszystkim na tkaniu.
Młyn jednak nie przestał działać.
Zmiana, która dała początek dzisiejszym szalom
Przez dziesięciolecia głównym produktem John Hanly były tkaniny wełniane.
W 1968 roku manufaktura jako pierwszy irlandzki producent wełny zaczęła zastępować tradycyjne krosna czółenkowe nowocześniejszymi krosnami rapierowymi. Pozwoliło to zwiększyć wydajność produkcji i poprawić jakość tkanin.
Prawdziwa zmiana przyszła jednak w latach 70.
W 1979 roku, kiedy europejski przemysł odzieżowy zaczął coraz mniej korzystać z tradycyjnych tkanin wełnianych, John Hanly rozpoczął produkcję szali, koców i innych gotowych produktów.
To właśnie ta decyzja w dużej mierze ukształtowała firmę, którą znamy dzisiaj. Obecnie gotowe produkty, takie jak szale i koce, stanowią większość produkcji manufaktury, choć firma nadal wytwarza również tkaniny.
Pięć pokoleń jednej rodziny
W przypadku John Hanly słowo „rodzinna” nie jest tylko określeniem marketingowym.
Firma pozostaje w rękach rodziny Hanly od momentu założenia. Brian Hanly, który dołączył do przedsiębiorstwa w 1985 roku, reprezentował czwarte pokolenie rodziny. Od 2021 roku w prowadzenie firmy zaangażowane jest również piąte pokolenie – John Hanly.
W 2023 roku manufaktura świętowała 130 lat działalności.
To naprawdę dużo jak na firmę, która nadal produkuje w tym samym miejscu.
Co powstaje dziś w Ballyartella?
Dzisiaj w Ballyartella powstają między innymi szale, koce i tkaniny z naturalnych włókien. W ofercie manufaktury znajdziemy produkty wykonane z wełny, lambswool, merino, kaszmiru czy moheru.
I właśnie dlatego John Hanly jest dla nas ciekawym partnerem.
Nie chodzi wyłącznie o nazwę z długą historią. Ważne jest to, że za produktem nadal stoi konkretne miejsce i konkretny zespół ludzi.
Manufaktura znajduje się w Ballyartella, a tkaniny są tam projektowane i tkane przez pracujących na miejscu rzemieślników.
To zupełnie inna historia niż produkt, którego pochodzenie kończy się na informacji „wyprodukowano w Europie”.

Dlaczego szale John Hanly są tak charakterystyczne?
Jedną z rzeczy, które zwracają uwagę w produktach John Hanly, są kolory i wzory.
Kraty, pasy, połączenia zieleni, granatu, bordo, różu czy naturalnych odcieni wełny często nawiązują do irlandzkiego krajobrazu.
W nowych szalach, które pojawiły się w Tartan i Wełna, można znaleźć między innymi „Highland Berry”, „Highland Blue”, „Wrzosy Connemary”, „Irlandzkie Wybrzeże” czy „Kamienne Wzgórza”.
Nie są to jednak wyłącznie ozdobne wzory. Przy wyborze szala warto zwrócić uwagę również na jego materiał. Wiele nowych modeli wykonano z wełny jagnięcej, która jest lekka i delikatna, dlatego dobrze sprawdza się w okresie przejściowym.
To właśnie taki szal można mieć przy sobie już we wrześniu – rano założyć go do kurtki, a później schować do torby.
Rzemiosło, które potrafi się zmieniać
Historia John Hanly jest ciekawa również dlatego, że nie jest historią firmy, która próbuje zatrzymać się w XIX wieku.
Manufaktura korzysta z nowoczesnych rozwiązań, zmienia produkty wraz z potrzebami klientów i od lat rozwija ofertę. Jednocześnie zachowuje podstawową rzecz: produkcję tkanych wyrobów z naturalnych włókien w swoim irlandzkim młynie.
To chyba najlepszy przykład tego, czym może być współczesne rzemiosło.
Nie chodzi o to, żeby wszystko wykonywać dokładnie tak jak 130 lat temu.
Chodzi o to, żeby wiedzieć, co warto zachować.
John Hanly w Tartan i Wełna
Kiedy wybieramy produkty do Tartan i Wełna, historia manufaktury ma dla nas znaczenie.
Dlatego nowe szale John Hanly nie są dla nas po prostu kolejnymi wełnianymi dodatkami. Za każdym z nich stoi konkretne miejsce – Ballyartella w hrabstwie Tipperary – i ponad sto lat doświadczenia w pracy z wełną.
Można kupić szal dlatego, że podoba nam się jego krata. Można wybrać „Highland Blue”, „Krem i Malina” albo „Wrzosy Connemary”, bo pasują do tego, co już mamy w szafie.
Ale dobrze wiedzieć również, skąd ten szal przyjechał.
Z irlandzkiego młyna nad rzeką Nenagh, w którym rodzina Hanly tka wełnę od 1893 roku.
I chyba właśnie takie historie sprawiają, że rzecz przestaje być tylko rzeczą.